Reklama
  • Środa, 13 sierpnia 2014 (08:05)

    Filmy z akcją w restauracji

Bieżącemu numerowi TS towarzyszy lekkostrawna komedia Faceci od kuchni. To danie główne, ale na przystawkę polecamy inne filmy z akcją w restauracji. Będą intrygi między garnkami, ambicje wśród aromatów i kariery zaczynające się od zmywaka. Miłość do jedzenia i miłość po prostu. Smacznego!

Reklama

Przepis na życie czyli walka Imbiru z Kardamonem

W karcie: Ance (Magdalena Kumorek) rozsypało się życie: mąż znalazł inną. Na szczęście ma wsparcie (córki, matki i przyjaciółki) i nowe hobby. Z wykształcenia lekarka zaczyna pracować w restauracji. A gdy w roli amanta i szefa kuchni pojawia się Borys Szyc, szczęście (i zawiłość serialowej fabuły) sięga zenitu.

W tle: rywalizacja restauracji Imbir z Kardamonem i kulisy zaplecza („Dwójka, szybciej z tym szczypiorem! Trójka, panierka niegotowa!”). Oraz zazdrosne eksżony i inni niegodziwcy. Całość dla TVN wyreżyserował Michał Rogalski.

Specjalność zakładu: Smaczne dialogi Agnieszki Pilaszewskiej. Znakomity drugi plan, w którym... na plan pierwszy wysuwa się postać Beatki (Maja Ostaszewska, nadzwyczajna w komedii) i jej Żabci (Piotr Adamczyk). Plus silna frakcja seniorska z Dorotą Kolak i Iwoną Bielską na czele.

Na wynos: Te cytaty! „Żabcia przeskoczy każdy problem”. „Jak może być pięknie, Anka, z tym samym facetem od 16 lat?”, „Sto procent rozwodów zaczyna się od małżeństwa”. Serial ku pokrzepieniu serc tych, którzy właśnie biorą życiowy zakręt, jest pokazywany także za granicą: w Gruzji, Chinach, na Węgrzech.

Soul kitchen, czyli pożytki z anarchii

W karcie: Zinos, z pochodzenia Grek, prowadzi w Hamburgu restaurację – co tu dużo mówić – podupadającą. Na liście zmartwień ma też chory kręgosłup, dziewczynę, która chce go rzucić, brata świeżo po wyjściu z zakładu karnego i „życzliwego”, który nasyła mu kontrole. Podłamany Zinos daje pracownikom wolną rękę.

Oddolne inicjatywy dają taki efekt, że Soul Kitchen staje się... najbardziej trendową miejscówką w okolicy!

Film nakręcił w 2009 r. znany reżyser Fatih Akin. Specjalność zakładu: Afrodyzjaki dodawane potajemnie do potraw przez kucharza. I słodko-gorzki humor filmu: to nie jest komedia z gagami, raczej pogodne kino obyczajowe z elementami zaskoczenia.

Na wynos: Miła świadomość, że nawet z najgorszych tarapatów można wyjść na prostą. I ze smakiem. Plus pożyteczna wiedza, że nie każde danie za 45 euro jest tego warte.

Faceci od kuchni, czyli uczeń lepszy od mistrza

W karcie: „Pierwszego kurczaka po baskijsku zrobiłem w wieku czterech lat, a suflet – pięciu” opowiada kucharski talent samorodek Jacky Bonnot (w tej roli prześmieszny Michaël Youn).

Niestety, pracuje w przydrożnej knajpie dla tirowców, a tam: parówki, frytki, kiełbasa. Zresztą i z niej za chwilę wyrzucą go za nadmiar fantazji i nadgorliwość.

W tym samym czasie Alexandre Lagarde (w tej roli „zawodowiec” Jean Reno), paryski mistrz kuchni i gwiazda telewizyjna, traci swą słynną na cały kraj (i wartą trzy gwiazdki Michelina) wenę.

W dodatku nowy właściciel restauracji wymaga od niego wprowadzenia... kuchni molekularnej. Los doprowadza do spotkania Jacky’ego i Alexandre’a. Zaczynają pracować razem. Specjalność zakładu: Aktorskie popisy duetu Reno–Youn.

Apogeum: kiedy obaj przebrani za japońską parę udają się na przeszpiegi do wrażej restauracji.

Na wynos: Film Daniela Cohena z 2012 r. poprawia humor i... zaostrza apetyt. Jest przy tym lekką satyrą na „nowoczesność” kuchni molekularnej. I krzepiącą pochwałą męskiej przyjaźni. Na letnie popołudnie seans idealny.

Ratatuj, czyli gotować każdy może

W karcie: Remy pragnie zostać słynnym paryskim kucharzem. Remy jest szczurem. Te dwa zdania się wykluczają, ale w kinie nie takie rzeczy się widziało! Produkcja połączonych sił Pixara i Disneya w reżyserii Brada Birda dostała w 2007 roku Oscara.

Specjalność zakładu: Znakomite detale animacji. Dania, choć narysowane, wyglądają tak apetycznie jak prawdziwe. Podobno wszystkie były wcześniej ugotowane i sfilmowane, a ekipa animatorów przeszła kurs kulinarny. Pysznie jest nie tylko w kwestii wizualnej, ale także w polskim dubbingu: Zamachowski, Kowalewski, Karolak, Grochowska...

Na wynos: Jak to w kinie familijnym mamy na tacy tzw. wartości: pochwała przyjaźni, przekonanie, że warto być sobą, nie poddawajmy się etc. Wszystko zaserwowane jednak z taką energią, że dydaktyczny smrodek nie jest wyczuwalny.

Ciekawostka: tuż po premierze filmu sklepy zoologiczne odnotowały wzrost sprzedaży szczurków (np. w Wielkiej Brytanii aż o 50 proc.!).

Bon appétit, czyli kulinarny trójkąt

W karcie: Daniel, zdolny kucharz z Bilbao, zaczyna pracę w Zurychu. Hanna – sommelierka, jest na etacie w tej samej restauracji. Zakochują się w sobie. Zwykła rzecz, gdyby nie to, że... szef Daniela jest partnerem życiowym Hanny. Bon appétit z 2010 r. to hiszpańsko--niemiecko-szwajcarsko- -włoska koprodukcja w reżyserii Davida Pinillosa.

Specjalność zakładu: Nieprzesłodzony nastrój filmu, który zmierza w stronę komedii romantycznej, ale szczęśliwie nią nie jest. Dobra rola Nory Tschirner jako Hanny. I piękna ścieżka dźwiękowa m.in. z piosenkami Strange things will happen The Radio Dept i Hoppipolla Sigur Rós.

Na wynos: Przepis, co można zrobić z garści makaronu, dwóch jaj i... cukierków miętowych, bo takie składniki ma do dyspozycji Daniel, kiedy pierwszy raz przychodzi do Hanny. Warto też zapamiętać hasło, którym reklamuje się film: „w życiu trzeba liczyć się ze wszystkim – nawet z tym, co dobre”.

Zaklęte rewiry, czyli Romek kontra mobbing

W karcie: wielki polski (a właściwie polsko-czechosłowacki) klasyk na podstawie powieści Henryka Worcella, wyreżyserowany w 1975 r. przez Janusza Majewskiego. Lata 30., chłopak ze wsi trafia na zmywak w luksusowej restauracji Pacyfik. I udaje mu się przetrwać, a nawet awansować na oberkelnera, w środowisku pełnym psychopatów, krętaczy i złodziei.

Specjalność zakładu: Młodziutki Marek Kondrat jako Roman Boryczko – do schrupania. Kanoniczna rola Romana Wilhelmiego jako Fornalskiego. Film mistrzowsko pokazuje restauracyjną machinę i emocjonalnie trzyma widza za gardło (dzisiejszy mobbing w porównaniu z tym, co się działo w Pacyfiku, to pieszczoty).

Na wynos: Przekonanie, że nawet na bagnie można pozostać liliją. Smaczne cytaty („Panie Balcer, ten befsztyk śmierdzi”, „Robota musi fruwać”, „Który rżnie mnie na kasie?!!!”) Dla porównania warto wybrać się na świetny spektakl Zaklęte rewiry, od paru już lat w repertuarze Teatru Konsekwentnego w Warszawie. Rolę Boryczki gra Mateusz Banasiuk, nagrodzony za nią Feliksem Warszawskim.

El Bulli, czyli molekularne manipulacje

W karcie: Niemiecki film z 2010 r. El Bulli. Kuchnia to sztuka. opowiada o słynnej katalońskiej restauracji, kilkakrotnie wyróżnianej tytułem najlepszej na świecie. Cnotą jest w niej eksperymentowanie, a głównym akcesorium – ciekły azot.

Specjalność zakładu: „Najważniejsze to zaskoczyć” – mówi jej wieloletni szef Ferran Adrià. Dlatego widz musi być gotowy na wszystko. A w szczególności na: liofilizowane pieczarki, znikające ravioli, bezy z małży, sojowe zapałki, sery pachnące kwiatami... I tak (długo) dalej. W tle rywalizacja kucharzy, kto połączy najbardziej niepołączalne. Co czasem daje zabawny efekt.

Na wynos: Film Gereona Wetzela poszerza kulinarne horyzonty, ale... czy podczas oglądania cieknie ślinka? Niekoniecznie i nie wszystkim. Za to osoby z żyłką biznesową pewnie będą się zastanawiać: jak może działać restauracja otwarta zaledwie przez pół roku (te lepsze pół, kiedy w sprzedaży są świeże produkty) i przyjmująca 50 gości przy 40-osobowej obsłudze? Nie może. Tuż po premierze filmu Ferran Adrià ogłosił jej zamknięcie. Ale przez to ogląda się z jeszcze większą ciekawością.

Sławna restauracja, czyli galopem przez gagi

W karcie: Monsieur Septime prowadzi elegancką restaurację przy Polach Elizejskich. Jadają tu baronowie i dygnitarze. Niestety, pewnego wieczoru jeden z VIP-ów (w randze prezydenta południowoamerykańskiego kraju) znika akurat wtedy, gdy kelnerzy serwują płonący deser o nazwie „piramida à la Septime” (przed jego podaniem na chwilę zgaszono światła). Monsieur Septime rusza na poszukiwania – wszak hańba (i podejrzenia) nie mogą spaść na jego lokal...

Specjalność zakładu: Film Jacques’a Besnarda z 1966 r. to klasyczna „komedia z de Funèsem”. Są wszystkie jego dobrze znane miny i gestykulacja spod znaku ADHD. De Funès w peruczce albo z wąsikiem bawi, tumani i... wzrusza. Kulminacja? Scena, kiedy dyktuje po niemiecku przepis na suflet ziemniaczany („ein kilogram kartofeln!”). Pychota.

Na wynos: Wyżej wymieniony przepis na suflet. Plus „zapas śmiechu” na kilka dni. I leciutka nostalgia za latami 60., kiedy ludzie do restauracji ubierali się elegancko, a pościgi samochodowe urządzano w stylowych citroënach DS.

Jiro śni o sushi, czyli perfekcyjny pan z Tokio

W karcie: Jiro Ono ma 85 lat i jako pierwszy kucharz sushi dostał trzy gwiazdki Michelina. Tyle w kwestii cyfr, reszta jest poezją – smaku. Pasjonujący dokument o tym, jak można osiągnąć mistrzostwo w malusieńkiej restauracji, wciśniętej w podziemia tokijskiego biurowca.

Specjalność zakładu: Precyzyjne pokazanie całego procesu „sushenia” – od wyszukiwania ryby na targach po fantazyjne podanie. Plus ciekawie opowiedziane emocje: Jiro, perfekcyjny ojciec, nie ma zamiaru przekazać interesu synowi, a już byłaby pora, bo syn też w latach. W filmie Davida Gelba z 2012 r. jest też piękna muzyka słynnego minimalisty Philipa Glassa.

Na wynos: Maksymy Jiro do zapamiętania i stosowania w dowolnych momentach życiowych, niekonieczne w kuchni. „Będę się dalej wspinał na szczyt, ale nikt nie wie, gdzie ten szczyt się znajduje”. Plus niespokojna refleksja: czy tylko nasza praca stanowi o naszej wartości? Do rozważań.

Joanna Nojszewska

Zobacz również

  • Gdy coś się kończy, inne się zaczyna. Po pięciu sezonach pożegnaliśmy bohaterów serialu „Przepis na życie”. Wiosną zastąpi go premierowa „Sama słodycz”. W głównej roli zobaczymy Piotra Adamczyka. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.