Reklama
  • Wtorek, 14 stycznia 2014 (10:00)

    Dorota Kolak: Jak nie zagrałam Kopciuszka

„To suknia, w której miałam zagrać Kopciuszka. Mama szyła mi ją dwie noce. Była piękna! Błękitna, z białym tiulem. A diadem robił tata – z tektury, gumki i potłuczonych bombek. Niestety, pochorowałam się i nie zagrałam roli!”, mówi aktorka.

Pierwszą zawodową porażkę poniosła w przedszkolu. Modową – w liceum. Tą drugą mocno zirytowała ojca. Potem podpadła mu, gdy... spiłowała nogi od łóżka.

Reklama

- Z dzieciństwem najbardziej kojarzą mi się święta. W całym domu pachniało wtedy ciastem, pastą do podłogi i pomarańczami, które babcia Cesia zawsze kitrała dla swoich wnuczek. Mocno zapadły mi też w pamięć kolorowe bibułkowe parasolki, które tata kupił kiedyś nad Wisłą dla mnie i mojej siostry - wspomina aktorka w rozmowie z SHOW.

Jest rodowitą krakuską. „Mieszkaliśmy przy ulicy Sławkowskiej, przy samym Rynku” - mówi. Latem co godzinę słyszała Hejnał Mariacki przez otwarte okno. Jej miejscem zabaw były Planty – tam chodziła na spacery z rodzicami, na sanki, na lody. Tam też tata uczył ją jeździć na rowerze.

„W pobliżu był mały sklepik, a w nim 'mydło i powidło'. Pamiętam, że mama dawała mi pięć złotych i wysyłała po drzewo w wiązkach. W sklepie kupowałam też oranżadę i włoszczyznę” - wspomina aktorka.

Na niedzielny obiad Dorota, jej młodsza o dwa lata siostra Beata i rodzice szli do babci. „Mieszkała pod samym Wawelem, więc dumnie kroczyliśmy drogą królewską” - mówi Kolak.

Jej rodzice ukończyli wychowanie fizyczne na AWF-ie. Oboje zdradzali jednak artystyczne uzdolnienia: Jerzy Kolak miał talent plastyczno-techniczny, mama Doroty, Alina, potrafiła grać na fortepianie bez nut. „Grała 'z kapelusza', wystarczyło rzucić jej utwór, a ona potrafiła go odtworzyć” - mówi aktorka.

Przez wiele lat pani Alina była wodzirejem. „Oboje z tatą świetnie tańczyli: poloneza, krakowiaka, charlestona, walca. Byłyśmy z siostrą kilkuletnimi pyrdkami, a już znałyśmy podstawowe kroki” - uśmiecha się Dorota.

W przedszkolu mała artystka przeżyła wielkie rozczarowanie. „Miałam zagrać Kopciuszka. Niestety, pochorowałam się. I proszę sobie wyobrazić, że kiedy wyzdrowiałam, moja rola była już obsadzona! Zagrałam więc złą siostrę. To była moja wielka porażka” - żartuje. Jej gorycz szybko osłodziły nadchodzące wakacje, które państwo Kolakowie zawsze spędzali bardzo aktywnie.

„Rodzice byli wychowawcami na koloniach. Zabierali nas ze sobą i spędzaliśmy dwa wspaniałe tygodnie. Uprawialiśmy sport, plażowaliśmy, organizowaliśmy bale przebierańców.

Pamiętam, że któregoś roku przebrałam się za Cygankę. Każdy dzień rozpoczynał się apelem. A po całym dniu zabawy, w kuchni czekał na nas kocioł pysznej, zimnej i bardzo słodkiej kawy zbożowej. Namiętnie piliśmy też kwas chlebowy. Pycha!” - wspomina Dorota.

Aktorka zawsze miała bardzo dobre relacje z rodzicami i nie przeżyła okresu buntu. Ale jako nastolatka czasem podpadała ojcu... W czasach PRL-u sklepy świeciły pustkami, więc Dorota i jej siostra Beata same szyły dla siebie ubrania.

„Robiłyśmy supeł w tetrze i farbowałyśmy materiał, z którego potem powstawały piękne spódnice. Kiedyś wystroiłyśmy się w te kiecki, obwiesiłyśmy się koralami z makaronu i zaplotłyśmy warkoczyki. Tata spojrzał na nas i wypalił: »To wy idźcie przodem«”, wspomina ze śmiechem aktorka. Innym razem siostry spiłowały nogi od łóżek, bo właśnie weszła moda z Zachodu na spanie na materacach.

Już od najmłodszych lat drugim domem Doroty był teatr. „Mój tata najpierw pracował w teatrze Bagatela, a potem został kierownikiem technicznym w Starym Teatrze. W jednym i drugim spędzałam więc całe dnie. Pierwszy spektakl, jaki pamiętam, to "Chata wuja Toma". Tak się nim przejęłam, że dostałam gorączki”.

Debiut na deskach teatralnych Dorota zaliczyła w drugiej klasie podstawówki. „Potrzebowali dziewczynki do bajki. Zagrałam na prawdziwej scenie, choć przypłaciłam to wielkimi kłopotami w szkole. Nauczyciele długo wypominali mi moje nieobecności na lekcjach” - wspomina.

Aktorstwo wciągnęło ją na dobre kilka lat później. Mama Doroty prowadziła zespół taneczny i kabaret. Któregoś razu pozwoliła córce wziąć udział w zajęciach i zatańczyć tango. „Wiedziałam już, że chcę występować. Po prostu nie miałam innego wyjścia” - zdradza aktorka.

Przez całe liceum Dorota marzyła tylko o jednym: chciała grać. Zapisała się do szkolnego kółka teatralnego. Nawet osiemnaste urodziny spędziła w teatrze. Po maturze postanowiła zdawać do szkoły aktorskiej, ale nie wierzyła, że się dostanie.

„Miałam problem, który już na starcie mnie dyskwalifikował. Nie wymawiałam »r«. Zawzięłam się jednak i przez rok udało mi się poprawić tę wadę. Dziś zajęcia z dykcji wspominam jako koszmar, ale wiem, że było warto” - mówi.

Pierwszy rok nie był łatwy. „Na nic nie było czasu, od rana do nocy siedzieliśmy w szkole. Potem było troszkę lepiej” - mówi Dorota. Na trzecim roku poznała przyszłego męża, studenta łódzkiej filmówki, Igora Michalskiego. Wkrótce oboje dostali angaż w teatrze w Gdańsku, gdzie mieszkali przez 20 lat.

Ostatnie sześć lat małżonkowie żyli jednak na dwa domy. „Mąż pracował w Kaliszu, a ja i córka na Pomorzu. Teraz został dyrektorem Teatru Muzycznego w Gdyni i znów całą rodziną będziemy mieszkali w jednym miejscu” - cieszy się aktorka.

Dorota Kolak (56) – aktorka teatralna, filmowa i serialowa. Widzowie pokochali ją za rolę przebojowej Ireny w „Przepisie na życie” i Stefanii w serialu „Przyjaciółki”.

Dorota wykłada na Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Prowadzi zajęcia z aktorstwa, plastyki ruchu, form i stylów ruchu scenicznego. Ma córkę Katarzynę, również aktorkę.

Show
Więcej na temat:Rota | Nie | aktorka | beata

Zobacz również

  • Bieżącemu numerowi TS towarzyszy lekkostrawna komedia Faceci od kuchni. To danie główne, ale na przystawkę polecamy inne filmy z akcją w restauracji. Będą intrygi między garnkami, ambicje wśród... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.